Miałem nie zajmować się kwestia Kataryny. To właśnie jej sprawa skłoniła mnie do założenia sobie bloga. Jednak dzisiejszy List otwarty do obrońców Kataryny Roberta Krasowskiego skłonił mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Tak niesprawiedliwego tekstu dawno nie widziałem, niestety pan Krasowski ma żal, żal do internatów, a w dodatku łapie się tanich chwytów stawiając znak równości między anonimowym wpisem na forum dziennika a blogerem. Czemu? Nie wiem, zapytałem dziś o to Michała Karnowskiego na Twitterze, ale nie wiem czy doczekam się odpowiedzi, w końcu jestem tylko kolejnym anonimowym internautą.
No to lecimy z tym:
Ale jeśli zechcemy, każdego możemy ujawnić.
Nie prawda, prawo jasno stanowi, art. 16 pkt 2 prawa autorskiego: “oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo,”. Jak widać mam prawo do pisania pod psedunimem lub anonimowo i Dziennik musi to uszanować. Co potwierdza Olgierd na swoim blogu w tym tekście. Rozumiem, że pan Krasowski nie musi znać usatw na pamięć, ale tę o prawie autorskim na pewno zna. Dlatego powinna się wami zając Rada Etyki Mediów. Już widzę wielki szum, gdyby Gazeta Wyborcza ujawniła personalia aniomowego bohatera waszego reportażu. To jest taka sama sytuacja.
Budzi to w Was przerażenie? Że jutro taki sam sms, jak do Kataryny, przyjdzie do Was? Bo tego się właśnie boicie, stąd ten cały wielki szum w sieci, wielki bój o anonimowość. Uspokoję was, sms do Was nie przyjdzie, bo jesteście za mali.
Nie przyjdzie bo nie znacie personaliów, a pewnie chcielibyście znać. Doskonale podsumował to Dominik Kaznowski:
Czyli prawo bycia strażnikiem moralności. Starym mediom właśnie wymyka się rączek ulubiona zabawka. Do tego, aby choć na chwilkę jeszcze poprzytulać tego ulubionego misia – stosują metody, których nauczyły się od polityków (w rękach polityków są „be i fuj” a w rękach mediów są „walką o jawność życia społecznego, whatever”).
Tyle tylko, że tak naprawdę teraz jasno widać, że jest potrzebna siła która będzie kontrolować media – i to nie jakieś tam rady czy komitety. Właściwie ta siła istnieje – ” Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio” (Konstytucja RP- Rozdział I, Art. 4, pkt 1 i 2). Przepraszam bardzo, ale gdzie tu jest mowa o koncernach medialnych?
Budzi w naczelnym Dziennika strach właśnie to, że internauci stają się tą siłą które będzie patrzeć władzy na ręce. Czas Dziennika się kończy (nie tylko ze względów na słabe wyniki finnasowe), internet dał nam małym ludzikom narzędzie do wyrażania swojej opinii w sieci i powoli, ale jednak zaczyna się pojmować, że lepszy anonimowy bloger niż uwikłany w różne powiazania, sympatnie i antypatie subiektywny dziennikarz, który stara się udawać obiektywnego.
choć raz spójrzcie na siebie chłodnym okiem. Niczego wielkiego jeszcze nigdy nie zrobiliście, niczego ważnego nie odkryliście, żadnej afery nie ujawniliście. Każdego dnia czujecie się jak Neo z Matrixa, włączacie komputery i myślicie, że walczycie z całym światem. Ale jaki cios temu światu zadaliście? Wymieńcie jeden Wasz sukces, jedną ranę, która zadaliście elitom, których tak nie znosicie.
Nie chcę niczego odkrywać, nie czuje się jak Neo, wręcz śmieszy mnie Matrix. W wolnym czasie lubie poczytać książkę, obejrzeć dobry film. Pójść na piwo z przyjaciółmi czy obejrzeć mecz. Jestem zwyklym anonimowym Kowalskim, który chce tylko wyrażać swoją opinie.
Żeby to jeden sukces? Ile razy demoskowano was, jak kłamaliście? Nawet Kataryna wykazała, że kłamaliście w artykule w którym ją demaskowaliście. Panie Krasowski, trzeba pogodzić się z faktem, że was czas mija a nie puszyć się, obrażać, a na końcu przepraszać że to niby tylko do wąskiej grupy i wcale nie mamy Cię pocałować w dupę, choć tak zapewne o nas myślisz.
Na koniec kwestia Kataryny. DZIENNIK nie chciał jej wystawić władzy. Wiecie dobrze, że sama Kataryna powiedziała, że jeśli Czuma się zgłosi, to ona się ujawni i stanie przed sądem.
Wy naprawdę nierozumiecie potęgi internetu, warto zapisać się na szkolenia jak z niego korzystać. Bo ciężko mi przyjąć do wiadomości, że jesteście tak naiwni. Ale chyba jesteście, nie umiecie korzystać z wyszukiwarki (co wykazaliście swoim tekstem i wykazała wam Kataryna). Więc nie jest to bezczelne kłamstwo, a brak przystosowania do obecnych czasów. Wcale się nie dziwie, że coraz mniej osób was czyta i kupuje. Po co czytać w XXI wieku kogoś, kto zostal w XX?