Przypadek Roberta K.

krasowski

Dziennik zamiast przeprosić i się wycofać branie dalej. Jeśli do tej pory przymierzano im trumnę, to odnoszę wrażenie, że redaktor Krasowski wbił właśnie pierwsza łopatę (taką symboliczną) pod grób własnej gazety. Podzieleni (jak to zwykle bywa) internauci w sprawie Kataryny, mogli po jakimś czasie zapomnieć. Jednak redaktorowi Krasowskiemu było mało. Postanowił więc nas wszystkich obrazić i kazać się pocałować w dupę (nie wiem kto wymyślił jeszcze tytuł „Redaktor naczelny Dziennika odpowiada blogerom” – może ktoś redaktora naczelnego bardzo nie lubi i postanowił go dodatkowo pogrążyć?).

W Dzienniku pracują jeszcze ludzie sensowni, niedziałający pod wpływem emocji. Skąd taka teza? Otóż ktoś próbował odwrócić naszą uwagę od kwestii Kataryny i przenieść dyskusję na kwestię aminowości w sieci. Rozsądne choć mi takie podejście się nie podoba. To taki temat zastępczy (ile razy to wtykano politykom, że takie tematy wynajdują). Tak o to według Jacka Hołówki jestem frustratem,  Edyta Herbuś (kto jest w ogóle? To, że tancerka to wiem, ale poza tym?)  że niszczę z trudem wypracowany wizerunek swoimi anonimowymi komentarzami a Jacyków skarży się, że z anonimowymi blogerami nie można polemizować. Jeśli nie wie się do czego służą komentarze czy własny blog oraz klawiatura i ekran to naprawdę trudno z nami polemizować. 

Próbowano albo odwrócić uwagę od blogerów albo ktoś jest na tyle mało rozgarnięty, że blog to dla niego to samo co komentarz na forum. Czuje się w tej chwili obrażony, gdyż nie poczuwam się do bycia kometą która wpadnie pod tekst Michalskiego i Michnik, krzyknie, żeby mnie pocałowali w dupę i już mnie nie ma. Chcę od zera zacząć więc pisze pod pseudonimem. Jeśli jakiś dziennikarz się do mnie zgłosi (oprócz Dziennika, sorry chłopaki nie wierzę wam) to mogę podać do wiadomości redakcji swoje dane osobowe. Kontakt ze mną jest, na blogu, mailu i na Twitterze.

Wracając jednak do gwiazdy ostatnich godzin. Wszystko jednak postanowił popsuć redaktor Krasowski swoim listem otwartym. Podzielonych blogerów choć i internautów (swoich czytelników) postanowił zjednoczyć. Dał im wspólnego wroga. Siebie samego. Pokazał jak ubogą i pełną streotypów i luk ma wiedzą o sieci. Pokazał, że emocje biorą w nim górę, chlapnął kilka rzeczy za które będą się teraz wstydzić wszyscy dziennikarze w Polsce. Brawo!  Choć oczywiście pojawiła się osoba, która postanowiła pójść pod prąd. Jak widać na screenie, bloger Azreal postanowił udzielić wywiadu, którego zapowiedź wygląda na obronę Dziennika. Mam nadzieje, że opublikują wywiad jutro w całości w sieci, bo na Dziennik nie wydam już nawet złotówki. Ba za darmo papierowej wersji nie wezmę, nawet gdyby dodali za gratis kolekcje filmó Darrena Aronofsky’ego i “Ulissesa” Jamesa Joyce’a.

A post scriptum wsadź se pan tam, gdzie chciałeś byśmy Cię całowali. Albo mówimy szczerze albo nie stukamy w klawisze, by na końcu się wycofać ze wszystkiego o czym się pisało.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s